Moi idole zeszmacili się,
pomarli ze starości albo
na szalonych koniach pognali
poza mój horyzont.
Bez nich zabłądziłem. Błahe
sprawy rozszarpały mi serce.
Na szczęście to nie bolało bo
ono już w dzieciństwie obumarło.
Wszystkie sprawy wielkiej
wagi przemknęły obok.
Idee, wiara, rodzicielstwo
nie dotknęły mnie jeszcze
i pewnie nie dotkną, chociaż
miałyby szansę wypełnić miejsca,
które nadzieja i radość życia
zostawiły po sobie odchodząc.
O miłości myślę tylko gdy
ekran telewizora pokazuje przemijającą
urodę wciąż młodszych kobiet,
które mógłbym kochać.
Mam w dupie wieczne zbawienie
i moralne problemy,
chociaż czasem głosy nie dają
mi spać w nocy, relacjonując szeptem
wprost do ucha przebieg
wszystkich zbrodni na ziemi.
Nie pytam wróżek o radę.
Klechów o przebaczenie nie błagam.
Jak dotąd udało mi się
przetrwać wszystkie choroby,
ale śmierci chyba nie
przetrwam. Umrę. Jak każdy.
A ponieważ będę zerem, to
nikt nie będzie wiedział
jakie złudzenia i marzenia ze
sobą zabieram.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz