sobota, 30 marca 2013


Wiersze weszły we mnie w dniu moich
piętnastych urodzin, wszystkie jednocześnie.
Chciały to zrobić wcześniej, ale broniłem się,
bo przyszły odebrać mi dzieciństwo.
Uległem dopiero gdy upływ czasu został ich
sprzymierzeńcem i od tamtej chwili jestem nieszczęśliwy.

Miliony słów, które mnie wtedy wypełniły
dzisiaj wypycha ze mnie jakaś nieznana siła.
Trudno mi się z nimi rozstawać bo jestem
dzieckiem niemowy i kiedy już mówię, to boli.

Niedawno opuściła mnie chęć do życia więc
wyjąłem z portfela stalową fiolkę ostatecznego
zadośćuczynienia i gdy już ją otwierałem,
dostrzegłem w wypolerowanej powierzchni
odbicie długiego śladu liter który po sobie
zostawiłem. I dotarło do mnie, że chociaż prawie
nic nie pamiętam i jeszcze mniej rozumiem,
chociaż nie wierzę w siebie ani w boga
i jego obietnice, to ciągle mam nadzieję,
że kiedy już opuszczą mnie ostatnie wiersze,
w nagrodę za ich przechowanie dostanę
nowe życie w świecie który sam wymyślę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz