Kiedyś miasto przestanie mnie
nęcić.
Kobiety kiedyś przestaną mnie
zadowalać,
koka sycić, wódka koić. Kiedyś
strach
przed śmiercią nie pozwoli mi
już zasnąć.
Wtedy zacznę się modlić po
swojemu.
Nową metodą w kolejnym
milenium,
Kłamstwem, przekleństwem,
zdradą.
Ten, który czeka na moje
modlitwy
usłyszy i przyjdzie,
przyniesie światło.
Nie będzie przyjacielem
znanych bogów,
raczej ich wrogiem i następcą.
Pokręci się trochę, tu i tam,
wprowadzi nowe porządki,
przeprowadzi sąd.
A potem zabierze mnie ze sobą.
Dokąd ? Nie wiem, ale będę
tam,
gdy i ty przybędziesz,
gdy krok postąpisz za daleko.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz