sobota, 30 marca 2013


Domagasz się bym cię zadowolił i zapłodnił.
Chcesz by syn się nam wkrótce urodził,
ale ja jestem marzycielem, nie ojcem
i dom nasz wypełniam snami,
nie dziecięcych stóp tupotem.
Rozwieszam ślepe lustra na każdej ścianie.
Ty, poetka nie lubisz luster,
ale uwielbiasz odbijać się w nich,
poddawać recenzji urodę twych westchnień.
Robisz co tylko zechcę, gdy moje lustra
chwalą twoją sukienkę. Kochasz mnie
i doszukujesz się więzi między nami
w kosmicznych prawidłowościach, w ruchach planet,
we wpływie bliźniąt na skorpiona, w naturze barana
lecz jedyne co nas łączy należy do mnie.
Mam to zawsze przy sobie, między nogami
i jak iluzjonista czynię to twardym w tych rzadkich chwilach,
gdy zstępujesz z okładek gazet i jesteśmy razem.
Stary świat umiera gdy otwierasz usta.
Nowy nadchodzi gdy zanurzam się w tobie.
Nasza rozmowa i nasze spółkowanie mają
wymiar rytualny, jakbyśmy składali ofiary,
dajemy sobie dowody miłości zamiast niej samej.
Mnie to nie obchodzi, a ty zapewne stworzysz
poemat o sztuce zabijania z miłości
lub metaforyczną pieśń o seksie
uprawianym za pomocą ząbkowanego noża.
Potem wyczerpana pójdziesz na spacer do parku.
To bardzo dobre miejsce dla ciebie, bo ten park
świetnych poetów, zawiedzionych kochanek,
grubych nastolatków, ich psów
i frisbee – latających talerzy jest pełen.
A kiedy nocą znów staniesz w drzwiach,
ja kolejny raz będę próbował pierwszą
płytę Davisa zmieszać z gadaniem czuringi,
by złowić magię w sidła z brzmień galaktyki
i ten stan umysłu – moje wczoraj przywrócić
żeby mieć nieskończoną ilość czasu przed sobą

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz