sobota, 30 marca 2013


Trzydzieści lat temu zostałem przeklęty lub pobłogosławiony
bezpieczeństwem i świętym spokojem telewizora.
Zostałem wyzwolony od pragnień i niepokojów.
Mogłem patrzeć na życie do woli,
mogłem nawet czuć się naprawdę wolnym,
jak prawdziwy mężczyzna – w czasie relacji z wojen,
ale zobojętniałem, zapomniałem swojej mowy,
talenty pomarły, gdy przestałem je karmić,
a na domiar, coś dziwnego we mnie urosło
i zaczęło żyć własnym życiem.

Właśnie dlatego położę się w ziemi,
by mieć czas na poznanie tego co mam w środku,
a gdy już nie będzie żadnych wątpliwości,
wyspowiadam się na zielonej skórzanej leżance.
To zawsze w cudowny sposób przywraca początek
i można raz jeszcze podjąć trud narodzin,
pamiętając, że ich ból to nie metafora,
a śmierć oczekująca u matczynego wezgłowia
to nie przenośnia.

Wiek dziecięcy zaczyna się i kończy w mgnieniu oka,
potem smuga cienia – wiek dorosłości.
W historii Ziemi kolejne tysiąclecie dobiega już końca.
Planety zamieniają się miejscami.
Bóg mieszka w dyskotece.
Kapłani mówiący językiem rave
obiecują w jego imieniu, że coś się wreszcie zmieni,
że teraz nie intelekt, nie praca ani szczęście,
a stalowe maszyny wypełnione krzemem,
czynić nas będą nieśmiertelnymi.

Ja w łomocie muzyki słyszę zwiastowanie.
Czuję, że zbliża się sąd nad szaleństwem
i wiem, że wcześniej jeszcze z mojej opowieści wyjdzie prorok,
nastoletnia gwiazda porno i filozof, wodnik we własnej osobie,
a po nim przyszły ojciec wszystkiego dobrego – następny zbawiciel.

Dla spójności rzeczywistego świata
będzie chyba lepiej gdy teraz wyjdę na scenę
i odegram wreszcie to przedstawienie, do którego mnie powołano,
arcydzieło pod wiele mówiącym tytułem:
“Ajatollah samotności umiera lecz przedtem zamierza,
wszem i wobec wyjawić prawdziwy sens istnienia”.
Pokażę jak włosy mi posiwieją, skóra zwiotczeje,
brzuch się powiększy, a członek zmięknie i zmaleje.
Starość przyjdzie i przeminę, cisza zakończy wszystko,
także skomlenie o jeszcze jedną szansę na spełnienie.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz