Trzydzieści lat temu zostałem
przeklęty lub pobłogosławiony
bezpieczeństwem i świętym
spokojem telewizora.
Zostałem wyzwolony od
pragnień i niepokojów.
Mogłem patrzeć na życie do
woli,
mogłem nawet czuć się
naprawdę wolnym,
jak prawdziwy mężczyzna – w
czasie relacji z wojen,
ale zobojętniałem,
zapomniałem swojej mowy,
talenty pomarły, gdy
przestałem je karmić,
a na domiar, coś dziwnego we
mnie urosło
i zaczęło żyć własnym życiem.
Właśnie dlatego położę się w
ziemi,
by mieć czas na poznanie tego
co mam w środku,
a gdy już nie będzie żadnych
wątpliwości,
wyspowiadam się na zielonej
skórzanej leżance.
To zawsze w cudowny sposób
przywraca początek
i można raz jeszcze podjąć
trud narodzin,
pamiętając, że ich ból to nie
metafora,
a śmierć oczekująca u
matczynego wezgłowia
to nie przenośnia.
Wiek dziecięcy zaczyna się i
kończy w mgnieniu oka,
potem smuga cienia – wiek
dorosłości.
W historii Ziemi kolejne
tysiąclecie dobiega już końca.
Planety zamieniają się
miejscami.
Bóg mieszka w dyskotece.
Kapłani mówiący językiem rave
obiecują w jego imieniu, że
coś się wreszcie zmieni,
że teraz nie intelekt, nie praca
ani szczęście,
a stalowe maszyny wypełnione
krzemem,
czynić nas będą
nieśmiertelnymi.
Ja w łomocie muzyki słyszę
zwiastowanie.
Czuję, że zbliża się sąd nad
szaleństwem
i wiem, że wcześniej jeszcze
z mojej opowieści wyjdzie prorok,
nastoletnia gwiazda porno i
filozof, wodnik we własnej osobie,
a po nim przyszły ojciec
wszystkiego dobrego – następny zbawiciel.
Dla spójności rzeczywistego
świata
będzie chyba lepiej gdy teraz
wyjdę na scenę
i odegram wreszcie to
przedstawienie, do którego mnie powołano,
arcydzieło pod wiele mówiącym
tytułem:
“Ajatollah samotności umiera
lecz przedtem zamierza,
wszem i wobec wyjawić
prawdziwy sens istnienia”.
Pokażę jak włosy mi posiwieją,
skóra zwiotczeje,
brzuch się powiększy, a
członek zmięknie i zmaleje.
Starość przyjdzie i przeminę,
cisza zakończy wszystko,
także skomlenie o jeszcze
jedną szansę na spełnienie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz