sobota, 30 marca 2013


Urodziłem się w 1901 i już od dnia narodzin
było mi sądzone, że pierwsze życie oddam w okopach
nad Sommą w czasie wielkiej wojny o sprawy panujących dynastii.
W imię jedynego boga, za ukochaną ojczyznę i cały naród.
Mój koniec miał być marny, jednak w chwili śmierci
przystanął przy mnie ten, co w wiecznej trwa opozycji
i w zamian za pocałunek w dupę obdarzył mnie skrzydłami.
Pozwolił żyć jeszcze, dał powołanie i władzę nad potworami,
zwrócił mi ziemię pod nogami bym ruszył na antykrucjatę.
I w świetle dnia stałem się kształtem jego,
bo on sam w sobie żadnego kształtu nie ma.

Na początek w 1917 zgwałciłem kilkoro pastuszków
w Portugalii i pośród zamętu, wraz z wielkim cierpieniem,
dałem im posłanie mego mistrza by je głosili przed światem.
Potem gwałciłem już tylko święte, wszystkie prócz Matki Teresy,
która umarła szczęśliwa nim wpadła mi w ręce, ale udało mi się
wbić osikowy kołek w jej piersi więc nie podniesie się więcej.

Deszcz pewnie pada jeszcze na zgliszcza Mediugorje, które
zostawiłem za sobą, ale ja jestem już na przedmieściach Rzymu.
Dzieci umierają przede mną na poboczu z pragnienia i głodu.
Zwierzęta mdleją w moim zaprzęgu. Kruki nade mną wieszczą
imiona braci moich - Nieurodzaju i Strachu, podążających obok.
Przybyłem wypatroszyć papieża na oczach gawiedzi.
Wymyślę przy tym rymowane bluźnierstwa by je później
zamienić w sprośną piosenkę - hymn zbuntowanych prostaków,
bezczeszczących symbole wiary w każdą rocznicę tej rzezi.
Będę się dobrze bawił. Prawie tak jak wczoraj w Medynie
gdy na grób proroka srałem i spermą tryskałem w ekstazie.

Moja siostra Rewolucja jest jak zawsze u mego boku
bo kocha mnie i barbarzyńców przeze mnie wychowanych.
Uwielbia patrzeć jak obdzierają ludzi ze skóry,
palą ich miasta, dzieła ich sztuki, ich biblioteki i ołtarze.
I chociaż ona sama potrafi zamieniać trucizny w eliksir życia,
to zachwyca ją ogień i goła ziemia którą zostawiam za sobą.
Wdycha woń spalenizny, mruży oczy i wzdycha zadowolona.
Wsuwając mi rękę w rozporek szepcze wprost do mojego ucha,
że nic innego tak jej nie podnieca jak śmierć wszelkiego Piękna.
A ja jestem pewien, że będzie ona jeszcze bardziej pobudzona,
gdy wypierdolę ją na zwłokach ziemskiego namiestnika boga, bo nic
tak nie rajcuje Złego jak chwila, gdy Dobro zaraz po Pięknie umiera.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz