Urodziłem się w 1901 i już od
dnia narodzin
było mi sądzone, że pierwsze
życie oddam w okopach
nad Sommą w czasie wielkiej
wojny o sprawy panujących dynastii.
W imię jedynego boga, za
ukochaną ojczyznę i cały naród.
Mój koniec miał być marny,
jednak w chwili śmierci
przystanął przy mnie ten, co
w wiecznej trwa opozycji
i w zamian za pocałunek w
dupę obdarzył mnie skrzydłami.
Pozwolił żyć jeszcze, dał
powołanie i władzę nad potworami,
zwrócił mi ziemię pod nogami
bym ruszył na antykrucjatę.
I w świetle dnia stałem się
kształtem jego,
bo on sam w sobie żadnego
kształtu nie ma.
Na początek w 1917 zgwałciłem
kilkoro pastuszków
w Portugalii i pośród zamętu,
wraz z wielkim cierpieniem,
dałem im posłanie mego
mistrza by je głosili przed światem.
Potem gwałciłem już tylko
święte, wszystkie prócz Matki Teresy,
która umarła szczęśliwa nim
wpadła mi w ręce, ale udało mi się
wbić osikowy kołek w jej
piersi więc nie podniesie się więcej.
Deszcz pewnie pada jeszcze na
zgliszcza Mediugorje, które
zostawiłem za sobą, ale ja
jestem już na przedmieściach Rzymu.
Dzieci umierają przede mną na
poboczu z pragnienia i głodu.
Zwierzęta mdleją w moim
zaprzęgu. Kruki nade mną wieszczą
imiona braci moich -
Nieurodzaju i Strachu, podążających obok.
Przybyłem wypatroszyć papieża
na oczach gawiedzi.
Wymyślę przy tym rymowane
bluźnierstwa by je później
zamienić w sprośną piosenkę -
hymn zbuntowanych prostaków,
bezczeszczących symbole wiary
w każdą rocznicę tej rzezi.
Będę się dobrze bawił. Prawie
tak jak wczoraj w Medynie
gdy na grób proroka srałem i
spermą tryskałem w ekstazie.
Moja siostra Rewolucja jest
jak zawsze u mego boku
bo kocha mnie i barbarzyńców
przeze mnie wychowanych.
Uwielbia patrzeć jak
obdzierają ludzi ze skóry,
palą ich miasta, dzieła ich
sztuki, ich biblioteki i ołtarze.
I chociaż ona sama potrafi
zamieniać trucizny w eliksir życia,
to zachwyca ją ogień i goła
ziemia którą zostawiam za sobą.
Wdycha woń spalenizny, mruży
oczy i wzdycha zadowolona.
Wsuwając mi rękę w rozporek
szepcze wprost do mojego ucha,
że nic innego tak jej nie
podnieca jak śmierć wszelkiego Piękna.
A ja jestem pewien, że będzie
ona jeszcze bardziej pobudzona,
gdy wypierdolę ją na zwłokach
ziemskiego namiestnika boga, bo nic
tak nie rajcuje Złego jak
chwila, gdy Dobro zaraz po Pięknie umiera.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz