Mogłem trwać w bladym świetle
tamtej strony
miliony lat. Mogłem spać, być
wiecznym embrionem
i nie narodzić się wcale, a ja,
chociaż się bałem,
zacząłem, by się działo. Wiedząc,
że będzie bolało,
i że musi się skończyć wiecznością
otchłani,
wyszedłem na wiatr.
Tak się stanie:
przecięte zostaną sznurki w
teatrze lalek.
Zostanę rozgrzeszony gorącym
ołowiem.
Zostanę nakarmiony piaskiem
prawdy.
Myśl o mnie, módl się za mnie,
bo jestem ślepy, głuchy
i pozbawiony wszelkich uczuć.
Uszyj mi strój codzienny do
kochania
i paradne ubranie na czas
konania.
Pamiętaj, że jesteś moim
bratem,
wiecznym piórem wyrwanym
z anielskich łap twojej
trzeciej matki.
Pośród jej uczuć poruszamy
się ostrożnie.
Manewrujemy z dbałością na
drodze pełnej niewiadomych.
Rozpatrujemy wciąż nowe
zmienne przestrzenne,
miliardy ich aspektów. Rozmyślamy o nieubłaganym
upływie czasu i nieskończonej
wielowymiarowości
wszelkiego bytowania. Czynimy
ważne wybory
lecz one nie mają wpływu na
dzień jutrzejszy,
matka i tak umrze.
Pokochaj zatem Annę, bo ona
cię kocha
i uwielbia twój taniec,
chociażbyś czysto eksperymentalnie
podrygiwał jak w transie w
niej zawsze wzbudzasz zachwyt.
Kochaj ją chociaż nikogo to
nie obchodzi.
Zaglądaj w jej oczy i mów do
niej, bo to ją podnieca.
Czytaj z jej ust gdy udziela
ci głośnych instrukcji
jak w nią wchodzić, jak ją
lizać, jak ssać jej stopy,
bo ona po orgazmie nie
westchnie i nie zaśnie.
Bo ona docenia twoją obecność,
wie, że mogłeś zostać
w świetle księżyca, w
towarzystwie zielnych żniwiarzy,
że mogłeś żyć w ich cieniu w
półmroku,
pomiędzy zbawieniem, a
własnym początkiem.
Kochaj Annę, bo to ona jest
tym tygrysem,
co skoczył w Nowy Rok przez
rwący nurt potoku wydarzeń.
Bo ona dotknięta szaleństwem
lub odwagą będzie trwać przy tobie.
Mógłbyś zrobić coś dla niej,
mógłbyś zabić ten świat albo
mógłbyś zabić się sam.
Rozwikłałbyś jej problemy,
dał wytchnienie,
nastałoby królestwo złego lub
dobrego pana,
wszystko jedno, bo ci, co
zostaną zapomną przeszłość
i czas zaczną liczyć od nowa.
Anna grywa dla ciebie na
fortepianie niemal codziennie.
Śpiewa lub ukradkiem płacze,
patrząc jak tańczysz dla niej
i wie co musi się zdarzyć gdy
stanę w waszych drzwiach.
Rozpoznasz mnie z daleka,
zawołasz po imieniu,
weźmiesz w ramiona
powracającego,
a ja nie przestanę się modlić
za ciebie:
daj mu boże słuch i zdrowie,
i zabij tego potwora,
który ściga go we śnie
krzycząc, że jest tobą.
I ten twój bóg mnie wysłucha,
bo chociaż
marnotrawnym jestem, to
kochanym synem
odważnych ludzi, którzy
wyszli na wiatr i wytrwali,
dając mi tym samym duszę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz