sobota, 30 marca 2013


Mogłem trwać w bladym świetle tamtej strony
miliony lat. Mogłem spać, być wiecznym embrionem
i nie narodzić się wcale, a ja, chociaż się bałem,
zacząłem, by się działo. Wiedząc, że będzie bolało,
i że musi się skończyć wiecznością otchłani,
wyszedłem na wiatr.

Tak się stanie:
przecięte zostaną sznurki w teatrze lalek.
Zostanę rozgrzeszony gorącym ołowiem.
Zostanę nakarmiony piaskiem prawdy.

Myśl o mnie, módl się za mnie,
bo jestem ślepy, głuchy
i pozbawiony wszelkich uczuć.
Uszyj mi strój codzienny do kochania
i paradne ubranie na czas konania.
Pamiętaj, że jesteś moim bratem,
wiecznym piórem wyrwanym
z anielskich łap twojej trzeciej matki.

Pośród jej uczuć poruszamy się ostrożnie.
Manewrujemy z dbałością na drodze pełnej niewiadomych.
Rozpatrujemy wciąż nowe zmienne przestrzenne,
miliardy ich aspektów.  Rozmyślamy o nieubłaganym
upływie czasu i nieskończonej wielowymiarowości
wszelkiego bytowania. Czynimy ważne wybory
lecz one nie mają wpływu na dzień jutrzejszy,
matka i tak umrze.

Pokochaj zatem Annę, bo ona cię kocha
i uwielbia twój taniec, chociażbyś czysto eksperymentalnie
podrygiwał jak w transie w niej zawsze wzbudzasz zachwyt.
Kochaj ją chociaż nikogo to nie obchodzi.
Zaglądaj w jej oczy i mów do niej, bo to ją podnieca.
Czytaj z jej ust gdy udziela ci głośnych instrukcji
jak w nią wchodzić, jak ją lizać, jak ssać jej stopy,
bo ona po orgazmie nie westchnie i nie zaśnie.
Bo ona docenia twoją obecność, wie, że mogłeś zostać
w świetle księżyca, w towarzystwie zielnych żniwiarzy,
że mogłeś żyć w ich cieniu w półmroku,
pomiędzy zbawieniem, a własnym początkiem. 
Kochaj Annę, bo to ona jest tym tygrysem,
co skoczył w Nowy Rok przez rwący nurt potoku wydarzeń.
Bo ona dotknięta szaleństwem lub odwagą będzie trwać przy tobie.

Mógłbyś zrobić coś dla niej,
mógłbyś zabić ten świat albo mógłbyś zabić się sam.
Rozwikłałbyś jej problemy, dał wytchnienie,
nastałoby królestwo złego lub dobrego pana,
wszystko jedno, bo ci, co zostaną zapomną przeszłość
i czas zaczną liczyć od nowa.

Anna grywa dla ciebie na fortepianie niemal codziennie.
Śpiewa lub ukradkiem płacze, patrząc jak tańczysz dla niej
i wie co musi się zdarzyć gdy stanę w waszych drzwiach.
Rozpoznasz mnie z daleka, zawołasz po imieniu,
weźmiesz w ramiona powracającego,
a ja nie przestanę się modlić za ciebie:
daj mu boże słuch i zdrowie, i zabij tego potwora,
który ściga go we śnie krzycząc, że jest tobą.
I ten twój bóg mnie wysłucha, bo chociaż
marnotrawnym jestem, to kochanym synem
odważnych ludzi, którzy wyszli na wiatr i wytrwali,
dając mi tym samym duszę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz