Nikt nie widzi we mnie
trybików i kółek zębatych
tej maszynerii, popychającej
mnie do przodu.
Paliwa tętniącego w
przejrzystych arteriach,
dymu z papierosa w pustych
przestrzeniach.
Nikt nie dostrzega uprawy
trawy pod paznokciami,
innych moich twarzy pod
maskami,
ani skrzydeł pod zewnętrzną
powłoką.
Nikt nie słyszy tykania
zegara
tej bomby, którą noszę w
brzuchu,
i którą pewnego dnia powiję w
krwawym porodzie
kończącym istnienie
wszechświata.
I nikogo przy mnie nie będzie
gdy
spocznę na laurach i
gwiazdach,
ocierając z twarzy krew
skapującą z firmamentu.
Krew, która będzie smarem dla
mechanizmu
uczciwie odmierzającego czas
mijania,
by jedyny co ma umrzeć
jeszcze
mógł wpierw dojrzeć spokojnie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz