Budzę się wcześnie.
Wczorajsza wódka mąci mi
jeszcze w głowie.
Nocna koka jeży włos i ciągle
dudni w piersiach.
Dzwony i słoneczne plamy na
pościeli
każą mi podnieść głowę.
Jest pięknie.
Ale ja budzę się w łańcuchach.
Rozpięty na łóżku na
podobieństwo owada,
jakby zaraz na pół mnie miała
przerżnąć
srebrna dziewięćset jedenastka.
Zaplanowałem dziś dosiąść
pegaza i tworzyć,
lecz to on mnie dosiada,
bo jestem bezbronny w
kajdanach…
Gdybym tylko mógł dotrzeć do
baru
gdzie mają rozwiązanie więzów,
którymi jestem spętany,
byłbym wolny.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz