sobota, 30 marca 2013


Budzę się wcześnie.
Wczorajsza wódka mąci mi jeszcze w głowie.
Nocna koka jeży włos i ciągle dudni w piersiach.
Dzwony i słoneczne plamy na pościeli
każą mi podnieść głowę.
Jest pięknie.

Ale ja budzę się w łańcuchach.
Rozpięty na łóżku na podobieństwo owada,
jakby zaraz na pół mnie miała przerżnąć
srebrna dziewięćset jedenastka.

Zaplanowałem dziś dosiąść pegaza i tworzyć,
lecz to on mnie dosiada,
bo jestem bezbronny w kajdanach…
Gdybym tylko mógł dotrzeć do baru
gdzie mają rozwiązanie więzów,
którymi jestem spętany,
byłbym wolny.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz