Kochałem płytko i
nieszczęśliwie, ostatnio dziką Dolores ,
a po niej zachłanną Jolę,
która odarła mnie ze skóry i złudzeń,
lecz na dzisiejszym balu moje
kochanie uległo zmianie,
bo piękna i krucha Magdalena
mnie wybrała.
- Weź mnie w ramiona –
powiedziała.
- Weź jak do grobu –
wyszeptała – wyzwól mnie.
Pierwszy pocałunek smakował
jak krew.
- Witaj w dekadzie
szaleństwa! – mówiła oplatając mnie udami.
- Witaj w wieku nienasycenia
– odpowiadałem poddając się burzy.
Teraz spokojniejsi choć nadal
głodni wyznajemy sobie miłość.
Gdy odejdę pierwsza – mówi Magdalena
– zostawię ci moje ciało,
jeżeli zechcesz wciągniesz je
na siebie jak płaszcz wczesną jesienią.
Nie zamykaj mi oczu gdy umrę
przed tobą – odpowiadam.
Niech niebo odbija się w nich
i chmury niech mącą błękit i zieleń
zanim płomienie zamienią mnie
w dym,
zanim ulecę by zmieszać się z
powietrzem,
by być w każdym twoim oddechu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz