sobota, 30 marca 2013


Obecność boga lub innego potwora zmusi mnie
któregoś dnia do wypowiedzenia na głos
imienia, które noszę, i którego nie znam
bo można je wyczytać tylko ze znaków zostawionych
przez przodków na drodze ku nieboskłonom,
a ja chyba zabłądziłem i idę drogą bez drogowskazów,
na której nikt nie zostawił nawet śladów stóp.

Właściwie mógłbym zawrócić i zacząć od nowa,
bo źródła mojego życie kipią jeszcze,
ale nie mam pewności czy zdążę nim zejdą pod ziemię
razem z moimi rodzicami, by kochać mnie bardziej jeszcze
i wzywać do siebie, być może z nieba podziemi.

Muszę iść w nieznane tak długo i tak daleko
aż znajdę kompana nieskończoności,
który upije mnie lub zaczaruje wizją albo rozkoszą
bo tylko tak mogę zacząć naprawdę.
Pijany lub zaczarowany, nic sobie robiąc
z obecności boga albo potwora.
Nie próbując rozpoznawać tego co mnie opuści,
gdy krzyknę – alleluja jestem wolny!
Nie nazywając tych uczuć, które owładną mną,
gdy będę już pewien, że jestem wszędzie,
                                     że jestem wieczny.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz